Kontrast:
Rozmiar czcionki:
Odstępy:
  • TAB - Kolejny element
  • SHIFT + TAB - Poprzedni element
  • SHIFT + ALT + F - Wyszukiwarka
  • SHIFT + ALT + H - Strona główna
  • SHIFT + ALT + M - Zawartość strony
  • SHIFT + ALT + 1 do 2 - Wybór menu
  • ESC - Anulowanie podpowiedzi

Strefa Uzdolnionych - Dominik Popek

Gminie Bolesławiec talentów nie brakuje. Zdolności Mieszkańców naszej gminy są przeróżnej maści, co tylko dodatkowo cieszy. Strefa Uzdolnionych to miejsce, prezentujące ludzi z pasją i zamiłowaniem, którzy w trudach codzienności znajdują czas na pracę twórczą. 

Przed nami Dominik Popek z Kraśnika Górnego, autor dwóch książek, jednej wydanej w 2016 roku pt. „Uciążliwi” i drugiej, czekającej na wydanie pt. „Weteran”.

Napisał Pan dwie książki, proszę powiedzieć, jak to się zaczęło? Skąd pasja do pisania?

Przygodę z pisaniem zacząłem na przełomie gimnazjum i liceum. Wtedy zacząłem pisać artykuły o piłce nożnej, podjąłem współpracę z kilkoma stronami piłkarskimi. Przeprowadzałem wywiady z piłkarzami, pisałem relacje z meczów Ekstraklasy czy z reprezentacji Polski. Napisałem bardzo dużo newsów, artykułów, felietonów na tematy piłkarskie. Poza tym interesuje się subkulturą kibicowską. Czytałem wiele książek i reportaży, sam również byłem na najważniejszych kibicowskich meczach w Europie jak na przykład derby Belgradu, derby Aten czy spotkania Zenitu St. Petersburg, Millwall albo Lazio. Na własnej skórze poczułem ten klimat. Jestem też absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a moja praca licencjacka dotyczyła analizy subkultury stadionowych chuliganów we Włoszech i Starożytnym Rzymie. 

Czy dużo zatem tej pracy licencjackiej jest w książce „Uciążliwi”?

Jednocześnie pisałem pracę licencjacką i powieść. Nie ukrywam, że troszkę ta praca licencjacka mnie zainspirowała. Temat pracy licencjackiej wybrałem „pod siebie”, bo już wcześniej miałem przeczytane o tym mnóstwo książek. Miałem wiedzę na temat współczesnych Włoszech, bardziej musiałem doszkolić się z czasów starożytnych. Interesując się tym wszystkim i pisząc pracę dyplomową doszedłem do wniosku, że mafia przenika świat piłki, ale nie ma na ten temat powieści. Postanowiłem więc ją napisać. 

Skąd właściwie upodobanie do takich mafijnych tematów?

Może nie od razu „upodobanie” ale na pewno zainteresowanie. Od zawsze fascynowałem się Włochami, moją ulubioną ligą piłkarską była liga włoską, bardzo lubię włoską kuchnię, byłem kilka razy w Italii i również włoska mafia – przede wszystkim sycylijska Cosa Nostra, ale również neapolitańska Camorra mocno mnie interesują. Samo zainteresowanie mafijnymi tematami z pewnością swój początek miało od filmowych klasyków jak „Ojciec Chrzestny”, „Chłopcy Z Ferajny” czy „Człowiek z blizną”. Zaczynałem od najbardziej znanych produkcji, kończąc na niszowych filmach, do których czasami ciężko było nawet znaleźć polskie napisy.

Niedawno skończył Pan także drugą książkę „Weteran”, której fragment, dzięki Pana uprzejmości, miałam okazję przeczytać. Dużo tam włoskich nazwisk… A gdzie się dzieje akcja ?

Starałem się akcję umieścić w miejscach, które sam zwiedziłem i książka dzieje się w Neapolu, Belgradzie, Stambule i troszkę w Polsce, ale głównie jest to akcja, która toczy się na Bałkanach. Poza Nowym Jorkiem, gdzie wydarzenia toczą się chwilę, we wszystkich tych miejscach byłem. Staram się przekładać obrazki, które mam w pamięci na karty książki. 

Czy przeżył Pan coś, co Pan opisuje, czy to czysta fikcja literacka?

Raczej zainspirowały mnie pewne wydarzenia, tak książkowo-filmowe, jak i prawdziwe. W niektórych sytuacjach są również wydarzenia zainspirowane prawdziwym życiem, ale pozostając w klimatach mafijnych użyję w tym miejscu słowa „omerta”.

Nie znam tego słowa, co ono oznacza?

Jest to tzw. „zmowa milczenia” – jeden z punktów kodeksu honorowego mafii sycylijskiej. Ja raczej nie mógłbym w niej być, chociażby dlatego, że nie jestem Sycylijczykiem. 

Pomińmy mafię, co Pan robi w wolnym czasie?

Jestem kibicem i w normalnych czasach regularnie bywam na stadionie. Poza tym podróżuję po Europie – tutaj często również powodem wyjazdów są mecze piłkarskie, na których byłem w kilkunastu państwach. Począwszy od największej komercji, czyli Realu Madryt, Barcelony, Manchesteru United po nawet spotkania w Rydze, Helsinkach czy Olsztynie. Widziałem różnych kibiców, miałem też do czynienia z sytuacjami lekko podnoszącymi ciśnienie. Na przykład w Belgradzie zostaliśmy zatrzymani na moście przez policję, otoczeni setkami osób, gdzie doszło do małego spięcia. Znalazłem się tam przypadkiem, na szczęście nic się złego nie stało. 

Jak ma się do tego świata polska piłka nożna? Do tego, co Pan pisze w książkach.

Raczej nie dotykam w książkach tematów naszych polskich boisk. Jedynie epizodycznie pojawia się przez chwilę temat polskich kibiców w nowej książce. W książce „Uciążliwi” opisywałem włoskich kibiców, zaś w „Weteranie” kibiców serbskich. Bałkany są mocnym punktem tej książki, bardzo interesuję się przede wszystkim Bośnią i Hercegowiną, Serbią oraz Macedonią, do których lubię wracać. Pewnie wynika to również z faktu, że jestem potomkiem repatriantów, jak wiele osób z Gminy miałem dziadków urodzonych w byłej Jugosławii. 

W Pana książkach jest dużo brutalnych scen, to celowe zabiegi?

Tak, tak chyba jest. Pamiętam, że po pierwszej książce pojawiła się recenzja, w której ktoś napisał „Jeszcze nie zdążyłem się przyzwyczaić do postaci, a ona już nie żyje…”. Chyba faktycznie trochę tak było. W nowej książce starałem się, aby bohaterowie żyli zdecydowanie dłużej. Morderstw być może będzie mniej, ale na pewno ich nie zabraknie. 

A ma Pan ulubionego autora książek?

Myślę, że będzie to Roberto Saviano. Przeczytałem prawie wszystkie jego książki. Jeżeli chodzi o polskich autorów, to bardzo lubię Marka Hłasko i jego książkę „Piękni dwudziestoletni”. Nie mogę pominąć tutaj Charlesa Bukowskiego, który ma bardzo ostry, bezkompromisowy styl pisania. Można go lubić, albo nie, ale nie można przejść obok niego obojętnie. Lubię także czytać książki i reportaże o kibicach, a także o mafii. I w sumie częściej sięgam po biografie i reportaże niż powieści, mimo, że sam powieści piszę. No i z pewnością nie możemy zapominać o Mario Puzo.  

Czy w tym pisaniu jest dyscyplina, plan, czy mówi Pan sobie - dzisiaj napiszę tyle i tyle znaków, jutro tyle… czy może stawia Pan na wenę twórczą. A ona jak wiemy jest kapryśna…

Takie planowanie i dyscyplinę pisania lubił właśnie Charles Bukowski, ja częściej pracuję rzutami. Potrafię nic nie pisać przez pół roku, a potem w dwa tygodnie piszę dniami i nocami.

Czyli jednak wena twórcza rządzi?

Nie wiem, czy to jest tak do końca wena, czy moje lenistwo…

Kto jest pierwszym odbiorcą Pana twórczości? Kto ją czyta przed nadaniem ostatecznego kształtu?

Najbliżsi znajomi czytają pierwsi i recenzują. 

A czy zdarzyło się wprowadzić jakieś zmiany po sugestiach znajomych?

Tak, zdarzyło się. Są to jednak bardziej językowe spostrzeżenia. W pierwszej książce znajomy po przeczytaniu stwierdził, że mam uwielbienie do jednego ze słów i za często je powtarzam. Okazało się to prawdą, więc po prostu to poprawiłem. 

O czym jest druga książka, która czeka na wydanie?

Książka „Weteran” jest powieścią kryminalną, w której większość akcji toczy się na Bałkanach, konkretnie w Serbii, którą bardzo lubię i w której osobiście byłem czterokrotnie. W Stanach Zjednoczonych jest chłopak, syn członka mafii. Chłopak wraca z wojny z Iraku i dowiaduje się, że jego ojciec chrzestny wylądował w więzieniu, po zeznaniu policjanta - tajniaka. Policjant po zeznaniach dostał nowe personalia i ukrył się właśnie w Serbii. Na jego poszukiwanie rusza właśnie główny bohater książki, który pragnie zemsty…

Czy w „Uciążliwych” i „Weteranie” są postacie, które istnieją w rzeczywistości?

Inspirowałem się postaciami istniejącymi naprawdę, ale żadnej nie przełożyłem 1:1. Nawet przy mało znaczących, niekryminalnych wątkach, pojawiają się małe historie z życia, nawet mojego – np. moje podróże. Często też mam tak, że oglądając film, czytając książkę, dopowiadam sobie, co by mogło się dalej zdarzyć i wtedy wpadam na super pomysł, który zdarza się, że ląduje na kartach moich książek. 

A czym zajmuje się Pan na co dzień?

Pracuję w marketingu internetowym w Poznaniu. Poza tym piszę oczywiście książkę, prowadzę także fanpage „Weteran” na Facebooku, gdzie zamieszczam informacje o moich podróżach, o tym co robię i czym się interesuje. Niestety w ostatnim roku nie mogłem zbyt wiele podróżować, choć przyznam, że udało mi się odwiedzić trzy kraje: po raz kolejny Anglię i Niemcy, a także pierwszy raz byłem na Islandii. Poza tym staram się nie marnować czasu, oglądam filmy, seriale, czytam książki. 

Czy są jakieś problemy, związane z pisaniem książki?

Tak, po napisaniu największy z nich to koszty wydania. Są duże i pisarze często potrzebują w tym względzie pomocy. Wydawnictwa boją się zainwestować w nowe, nieznane osoby.

Rozumiem, że jeżeli dziś znajdzie się ktoś, kto chciałby wesprzeć wydanie „Weterana” to chętnie Pan skorzysta?

Oczywiście, jeśli jest jakaś firma, chcąca wesprzeć chłopaka z okolicy w jego pisaniu to zapraszam do kontaktu. Ja ze swojej strony mogę odwdzięczyć się reklamą na prowadzonych przeze mnie stronach czy rzecz jasna również na książce. 

Dziękuję za rozmowę. Do zobaczenia.

Z Dominikiem Popkiem rozmawiała Beata Widera

 

 

Wersja XML